Jak za pomocą postu okresowego zniszczyć sobie zdrowie

autor Karol Wyszomirski
1439 views

Post okresowy (Intermittent Fasting) może być cudowną i uzdrawiającą interwencją dietetyczną. 

Jednak warto pamiętać, że nie jest on dla każdego, ponieważ zastosowany niewłaściwie może przynieść więcej szkody niż pożytku.

I tak też było w tym przypadku…

Przeglądając swoją skrzynkę mailową parę dni temu, moją uwagę zwróciły szczególnie dwa maile.

“Post okresowy to ściema”

Pierwszy z nich zatytułowany był „post okresowy to ściema”.

Zaciekawiony postanowiłem otworzyć go natychmiast i przeczytać.

Był to mail jednej z czytelniczek mojego bloga, która bez konsultacji z lekarzem i dietetykiem, postanowiła na własną rękę przerobić swoją dietę i wprowadzić post okresowy.

Po paru tygodniach sfrustrowana brakiem rezultatów, postanowiła napisać do mnie wiadomość, że post okresowy to ściema i w cale nie daje takich cudownych rezultatów.

W jej przypadku było wręcz odwrotnie. 

Chciała schudnąć, a przytyła.

Chciała przyspieszyć metabolizm, a go spowolniła.

Stało się też innych pare rzeczy…

Postanowiłem, że zanim odpowiem jej na tego maila, przeczytam tego drugiego o zaskakująco podobnym nagłówku.

“Post okresowy jest cudowny!!!”

Tytuł tego drugiego, brzmiał bardzo ciekawie… „post okresowy jest cudowny!!!”

Był to mail od innej mojej czytelniczki, która parę tygodni temu zaczęła stopniowo wprowadzać post okresowy.

W tej wiadomości dziękowała mi za to, że pisze tak proste i przydatne rzeczy. Rzeczy, które pozwoliły jej w parę tygodni pozbyć się blisko 8 kg nadwagi oraz 22 cm z obwodu tali.

Dodatkowo napisała mi, że chyba w nigdy w życiu nie miała tak jasnego umysłu i nie odczuwała takiego poziomu zadowolenia.

Na czym polegała różnica

Jak myślisz, jaka mogła być moja reakcja, kiedy dostałem dwie tak różniące się od siebie wiadomości email, dotyczące tego samego tematu?

Jak to możliwe, że 2 osoby testowały tą samą metodę, a mają tak różne rezultaty?

Wniosek nasuwa się jeden.

Każdy organizm jest inny i do każdego organizmu trzeba podchodzić i-n-d-y-w-i-d-u-a-l-n-i-e.

Ludzie mają dość prosty sposób myślenia. 

Myślą tak – jeśli moja koleżanka schudła na diecie x, to ja też schudnę na diecie x.

Jeśli moja koleżanka schudła stosując post okresowy, to ja też schudnę stosując post okresowy.

Czy, aby napewno?

Na myśl przychodzi mi parę pytań…

Czy twoja koleżanka…

  • Czy masz taki sam metabolizm jak twoja koleżanka?
  • Czy masz tak samo działający układ hormonalny, jak twoja koleżanka?
  • Czy masz tak samo sprawne mitochondria, jak twoja koleżanka?
  • Czy masz tak samo sprawną wątrobę, jak twoja koleżanka?
  • Czy tak samo, jak twoja koleżanka śpisz codziennie 8 godzin?
  • Czy tak samo, jak twoja koleżanka medytujesz codziennie 20 minut?
  • Czy tak samo, jak twoja koleżanka spacerujesz codziennie i robisz minimum 10 tysięcy kroków?
  • Czy jesteś szczęśliwa tak samo, jak twoja koleżanka?
  • Czy akceptujesz się i kochasz siebie tak samo, jak twoja koleżanka?

Te 9 zmiennych to tak naprawdę malutki element całości.

Całości, która wpływa na proces odchudzania.

Wracając do tych dwóch wiadomości…

Co mogło spowodować, tak drastyczną różnicę w efektach przy zastosowaniu tej samej metody?

Poziom leptyny

Pierwsze co nasunęło mi się na myśl, to poziom leptyny.

Jeśli masz niski poziom leptyny, to stosując posty okresowe i głodówki, zniszczysz sobie jeszcze bardziej organizm.

Spowolnisz metabolizm, spowolnisz tarczycę, możesz nawet doprowadzić do niedoczynności tarczycy lub hashimoto.

Tak też mogło być w przypadku tej pierwszej Pani…

Post nie zadziałał, ponieważ poziom leptyny był zbyt niski, a post obniżył go jeszcze bardziej.

Jak w taki sposób powinna odżywiać się ta pierwsza Pani?

Powinna zwiększyć podaż kaloryczną w diecie oraz dodać prawdziwe pożywienie, które niesie ze sobą wartości odżywcze.

Może nawet powinna znacząco podnieść poziom węglowodanów w diecie. 

Jeśli ktoś przez długi okres katował się wieloma dietami i wiecznie próbował schudnąć, może mieć niski poziom leptyny. Wtedy post okresowy, to ostatnia rzecz, która powinien zastosować.

A co z Panią numer dwa?

Prawdopodobnie miała zbyt wysoki poziom leptyny. Post okresowy obniżył poziom leptyny, a w raz z nim w dół poleciała waga i cm z obwodu talii.

Wniosek nasuwa się jeden…

Jeśli nie jesteś specjalistą w jakiejś dziedzinie, to nie testuj na sobie metod, które zadziałały na twoją koleżankę.

Każdy organizm jest inny i trzeba podejść do niego i-n-d-y-w-i-d-u-a-l-n-i-e.

W pierwszej kolejności trzeba wykonać odpowiednie badania, odpowiednio je zinterpretować oraz znaleźć prawdziwą przyczynę twoich problemów.

Następnie dopiero pod okiem doświadczonego specjalisty dobrać odpowiednie metody leczenia.

Wyobraź sobie sytuacje, że jedziesz samochodem do pracy.

Nagle słyszysz jakiś dziwny dźwięk, a spod maski wydobywa się dym.

Pierwsze co robisz, to wyciągasz z kieszeni lub torebki swojego smartphona i wpisujesz w google „dym spod maski w samochodzie”.

Na jednej z pierwszych stron przeglądarki trafiasz na artykuł, w którym autor piszę, że aby zlikwidować dym spod maski, trzeba schłodzić silnik.

Bierzesz więc swoje narzędzie, czyli wiadro zimnej wody i polewasz nim silnik od zewnątrz.

Dodatkowo wpadasz na pomysł, że może warto schłodzić go też od wewnątrz i wlewasz kolejne wiadro zimnej wody do środka silnika.

I po dymie.

Nie ma po nim śladu.

Zadowolony i uśmiechnięty, wsiadasz do swojego pachnącego samochodu i próbujesz go odpalić.

Silnik robi wrrrr….

I nie uruchamia się.

Na ekranie widzisz czerwony napis „awaria silnika-silnik do wymiany”.

Ups… ale narobiłeś sobie biedy…

Nowy silnik może kosztować i 50 tysięcy złotych.

Wiesz, że zrobiłeś głupotę i wiesz, że będziesz musiał ponieść koszty naprawy…

Dokładnie tak samo większość osób robi ze swoim zdrowiem…

Próbuje samemu naprawić silnik, bazując wyłącznie na wybiórczych strzępkach informacji, nie biorąc pod uwagę, że czegoś mogą nie wiedzieć.

I to potem kosztuje ich o wiele więcej.

Dlatego następnym razem, kiedy pomyślisz, żeby naprawiać samemu swoje zdrowie, to zgłoś się do specjalisty. 

Zaufaj mu i pozwól mu się prowadzić.

On zna się lepiej na silnikach niż ty.

W końcu jest ekspertem od silników 🙂


0 Skomentuj
3

Related Posts

Zostaw komentarz